~
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Powrót z wakacji!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Joker

avatar

Wiek : Gdyż iż, możliwe, że... a po twarzy nie widać?!
Ekwipunek : Znowu zaczynasz?!

PisanieTemat: Powrót z wakacji!   Pią Lip 17, 2015 3:07 pm

Kto i jak: Ucieczka z więzienia Arkham, "pary" (hehe) więźniów. Harley Quinn & Czerwony kapturek.
***

Pięćset osiemdziesiąt sześć. Pięćset osiemdziesiąt siedem. Pięćset osie...
Joker nie mógł narzekać na nudę. Jego ciało także. Ćwiczenia codzienne, dysputy z oponentami, rzadkie widywanie przyjaciół. To były wspaniałe wakacje dla Czerwonego Kapturka. Miał czas wszystko przemyśleć, wyciągnąć wnioski ze swojego zachowania... i stworzyć jeszcze bardziej zaawansowaną wersję swych perfumików. Oczywiście, w umyśle, gdyż tępe dzidy nie chciały mu dać nawet kilku, zgoła bezpiecznych, zabawek.
Nawet mu nie podarowali ołówka i kartki! Przecież by mógł wykupić ich wszystkich... a raczej przekupić, swą przeogromną wiedzą. Ale nie była to przeszkoda nie do przejścia.
Każdą zdzirę da się przelecieć, każdego Batmana da się pokonać, każdy mur więzienny można... rozwalić.
Nie był to wielki problem. Joker mógłbym już dawno temu wrócić z wakacji, wszakże codziennie strażnik wsadzał swe łapsko przez małe okienko. Wystarczyło pociągnąć... poprosić ładnie i bum! Drzwi otwarte. A to, że klown był w najpilniej strzeżonej celi, wcale a wcale mu nie przeszkadzało.
Wręcz go to bawiło. Wszakże był vipem. A bycie vipem to nie byle co...
Dla ciemnej masy. Joker chciał być jeszcze wyżej. Ponad wszystkimi... taak. Już kilka razy zabił Batmana... szkoda tylko, że ten cholerny Superpiździuś i mister na M się wtrącili. A było tak pięknie na świecie...
Nietoperzyk kwiczał jak świnka, Gordon był cholernie wrednym typem (dalej takim jest, ukrywa się tylko, skurczybyk), a Joker był panem i władcą.
Czyli prawie nic się nie zmieniło.
Dochodził już prawie do siedemsetnej pompki, kiedy usłyszał przyjemne kliknięcie.
Wczesny powrót z L4? Proszę was bardzo. Komik musiał wrócić do pracy - wszakże miał masę roboty.
Zawsze przy jego drzwiach, stoi jeden uzbrojony po zęby baran. Głupio z ich strony, niby najpilniej strzeżona cela, a dają mięso armatnie na przywitanie.
Joker wyciągnął ze swego materaca kawałek drewienka. Na samym początku, jego łóżko było drewniane - po pięciu godzinach przyszli panowie w białych kitlach i przynieśli łożę z plastiku i zabrali stare. Jack miał to gdzieś - było mu wygodniej, a kawałek drewienka zdążył wyrwać.
I, oczywiście, systematycznie go ostrzył. Więc gdy do jego cel... pokoju wszedł kretyn, Król Kart już na niego czekał. Mimo, że gość miał pancerz zasłaniający prawie całe ciało, Joker wiedział co zrobić. Strażnik najwyraźniej nie spodziewał się tego, że gogle będą mu dziś potrzebne - więc jego oczy patrzyły na świat bez osłon.
Co za pech...
Wyskok i pchnięcie... a może to było cięcie? Albo rzut? Grunt, że ambasador ciemnej masy dostał szpikulcem (własnoręcznej roboty) w lewe oko. Nie mógł nawet krzyknąć - prawy hak Joker skutecznie mu to uniemożliwił. Głupi chłopak zapomniał z kim ma do czynienia, gdyż wypuścił swoją pałkę z dłoni i chwycił się za twarz. Za nim pomyślał co robi, już nie żył. Jack z precyzją chirurga skręcił jego kark, przecinając tym samym jego rdzeń kręgowy.
Co za pech.
Podniósł pałkę z ziemi i zważył ją w dłoni, a następnie cicho podgwizdując, wyszedł z sali.
Kto by pomyślał, że trwało to mniej niż pięć sekund.
A następne cele dopiero się otwierały. Cóż, Joker był vipem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harley Quinn

avatar

Wiek : 26
Ekwipunek : fszystko co sobie wymarzy!!!1!!11

PisanieTemat: Re: Powrót z wakacji!   Pią Lip 17, 2015 4:24 pm

Tap, tap, tap... Tyle można było usłyszeć pomiędzy czterema dosyć brzydkimi ścianami należącymi do Harley. Blondynka już od ponad godziny leżała na metalowym łóżku uderzając w jego zimną ramę równo obciętymi paznokciami, pokazując tym swoją sporą irytację.
Cóż to za idiotyzm ze strony pracowników Arkham, by nie dać jej kawy, o którą, uwaga, poprosiła. W końcu to tylko kawa, co ona mogłaby z nią zrobić? Nie byłoby sensu w tym by oblać nią kogokolwiek, bo czemu miałaby marnować ten pyszny napój? Ale nie! Każdemu więźniowi (nawet tak wyjątkowemu jak sama Harleen) przysługuje tylko jeden ciepły napój dziennie, który ona już niestety wypiła. W takich chwilach jak ta, Quinzell wracała wspomnieniami do chwil, gdy to ona tutaj pracowała i mogła pić kawę kiedy tylko chciała... Ah, to były czasy.
Kobieta liczyła znajome pęknięcia na suficie, które spowodowane były jego starością, a przynajmniej tak się jej zdawało, chociaż, w sumie to nie wiadomo kto wcześniej był mieszkańcem tej celi i co z nią robił.  
Nagle do jej uszu doszły przeróżne krzyki czy strzały z pistoletów, a za małym okienkiem w jej drzwiach, blondynka dostrzegła niezłe poruszenie. Zobaczyła wiele znajomych twarzy - zarówno lekarzy, strażników jak i ku jej zdziwieniu, innych więźniów. Quinn z nadzieją złapała za klamkę i oh jak niezmierna była jej radość, kiedy po pchnięciu, drzwi ustąpiły. O co chodzi... pomyślała, a widząc zmierzającego ku jej drzwiom strażnika, schyliła się, po czym z impetem przywaliła mu drzwiami, gdy ten tępak zaczął majstrować przy jej klamce. Z pełną klasą, a za razem obrzydzeniem odsunęła nogą jego leżące ciało i rozejrzała się na boki; uśmiech na jej twarzy zaczął się powiększać.
Zaklaskała w dłonie i podskakując ruszyła w kierunku wyjścia z oddziału, które tak dobrze wiedziała gdzie się znajdowało. Po drodze bez problemu unikała wszystkich celujących w nią pocisków oraz strzykawek w dłoniach lekarzy, które i tak kończyły wbite w ich ciała, bo czemu nie? Kto jej zabroni? Nikt.
W końcu Quinzel dorwała się do snajperki, wcześniej należącej do jednego z ochroniarzy i bez wahania strzelała z niej w każdego kto nie był obrany w ten ohydny pomarańczowy strój.
W drodze do upragnionego wyjścia, Harley poczuła się troszkę sentymentalnie, przez co skręciła w korytarz prowadzący do, kiedyś należącego do niej, gabinetu. Jako, że ta klamka niestety nie ustąpiła, kobieta energicznie kopnęła w drzwi tak, że bez problemu mogła wejść do środka. Wkroczyła dumnie do gabinetu, a ku jej zdziwieniu w zastała tam znajomą, w tej chwili przerażoną, dziewczynę stojącą w rogu pokoju trzymając plastikowy widelec w dłoni, który jak już Harley zauważyła pewnie wyjęła ze swojego obiadu.
- Co Ty myślisz, że zrobisz mi tym krzywdę?
Zaśmiała się odrobinę psychicznie, kierując spluwę na bliską płaczu brunetkę. Ale Quinn to nie ruszało. Jedyne co czuła to złość, że ta - kiedyś jej koleżanka z uczelni - raczyła zająć jej miejsce! Toż to jest nie do pomyślenia!
- To m ó j gabinet!
Wykrzyknęła, naciskając na spust. Patrząc jak ciało dziewczyny osunęło się na podłogę, Blondynka wzruszyła ramionami i podeszła do biurka, na którym stała nieruszona, gorąca kawa. Idealnie... Chwyciła kubek i wyszła z pomieszczenia jakby nigdy nic ze snajperką przewieszoną przez ramię.
To zapowiada się dobra zabawa...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joker

avatar

Wiek : Gdyż iż, możliwe, że... a po twarzy nie widać?!
Ekwipunek : Znowu zaczynasz?!

PisanieTemat: Re: Powrót z wakacji!   Pią Lip 17, 2015 6:01 pm

Krzyk. Wystrzał. Śmiech. Tylko Johanna Sebastiana Bacha brakuje. Tak, dokładnie. Tego kompozytora.
Mało kto wiedział, że Joker uwielbia, wręcz wielbi, klasyczną muzykę. Pracuje przy niej, a kiedy miał swoją rezydencję (wszakże gdzieś się podziać musiał, gdy go nie było), sam grał na pianinie. Och tak. Muzyka pomagała mu myśleć, odejść do innego świata. Wybudować mury, otaczając się nimi i nie dopuszczając innych do siebie. Sam ze sobą. Na zawsze. To kusząca myśl i Jack często jej ulegał.
Harley była... Joker sam nie wiedział kim. Raz czuł coś do niej, a raz miał ochotę jej... najzwyczajniej na świecie - przypierdolić*. To było zarazem smutne, ale także dawało nowe perspektywy. Wszakże był wolny, wolny od bycia w... związku, wolny od wszelakich obowiązków... a Quinn i tak zawsze do niego wracała. Zawsze.
Wszakże był Jokerem. Jakby mogła inaczej?
Jack wiedział gdzie ma się kierować. Kiedy tylko zauważył pierwszych strażników biegnących w jego stronę, posmutniał. Czemu tylko czterech? Może... NIE SZANOWALI GO? Właśnie JEGO? Najwybitniejszego komika na świecie. Tworzącego swoistą sztukę...
Tak, dokładnie. Sztukę. Czerwony Kapturek był kompozytorem, niczym jego ulubieniec, Bach. Tworzył, zabijając. Tworzył, tworzył i jeszcze raz tworzył. Bo uśmiercić trzeba umieć. Trzeba mieć grację. Finezję. Trzeba... trzeba poruszać się w tym świecie niczym puma - nie zwracając na siebie uwagi, dopóki nie jest taka potrzebna. Dopóki nie zaatakuje. A wtedy pokazuje, cały swój arsenał. Nie.
Stop.
Nie cały. To jest największy błąd. Nie można na samym początku, pokazać wszystkiego. Trzeba mieć asa w rękawie. Nigdy nie wiadomo, jaki psychol zacznie nas naśladować - a wtedy trzeba mieć coś, co nas rozróżnia od owego fanatyka.
Joker miał kilka... kart w rękawie. I teraz...
Nie chciał ich wykorzystać.
Kiedy baranie głowy były już kilka metrów od Jokera, ten położył pałkę przy ścianie, rozbiegł się i zamiast, jak myślał jeden ze strażników, uderzyć w niego - zanurkował pomiędzy nimi. To była sekunda. Najwyżej półtorej - lecz tyle wystarczyło Jackowi. Kiedy kretyn Numer Jeden obrócił się jako pierwszy, dostał niespodziankę na powitanie - kopniaka w kolano, które było w tak beznadziejnej pozycji, że pękło niczym zapałka, ciągnąc na dół mężczyznę. Strażnik Numer Dwa chciał być sprytniejszy - obrócił się bokiem do Jokera, zamierzając się na niego pałką. Zapomniał o jednej rzeczy.
ZAWSZE trzymaj gardę.
On o tym zapomniał, a idealnie wymierzony, lewy prosty, pięknie trafił w jego krtań, zgniatając ją, tym samym unieszkodliwiając strażnika. Cóż za ironia, utopić się we własnej krwi...
Lecz Jack też zapomniał o dwóch małopoludach. Nie, nie napawając się zwycięstwem. Po prostu, sekunda zapomnienia.
Wystarczyło.
Dostał z gumowej pałki w skroń, upadając na ziemię. W głowie mu się zakręciło - a przysłowiowe gwiazdy, wreszcie ukazały się przed oczami. To mógłby być koniec tego Największego Złoczyńcy na świecie, gdyby nie to...
Że on był największym we wszechświecie.
Więc kiedy Strażnik Numer Trzy zamachnął się nogą, najpewniej, w niecnych zamiarach, Joker już czekał. Chwycił stopę mężczyzny i wykręcił ją, tym samym doprowadzając go do upadku, a następnie snu wiecznego. Bo kto może przeżyć przerwanie rdzenia kręgowego? Oczywiście, oprócz Batmana.
Nikt.
Ostatni stróż prawa, nie wiedzieć czemu, cofnął się od Jokera i stanął do niego bokiem, trzymając gardę. No cóż, temu się udało. Jack wstał z ziemi i zaczął się śmiać.
A wiedzieć musicie, że śmiech miał bardzo charakterystyczny. I cholernie straszny. Strażnikowi Numer Cztery, strach w oczach zawitał, a głupota widocznie nie ulotniła się - wszakże Jack nie był tu sam. A przypadkowych więźniów, było tu sporo.
Całkiem sporo.
Gość w pomarańczowej koszuli, widocznie, dopiero teraz wyszedł z celi, gdyż bez spodni był a minę, bez liku - zszokowaną miał. Lecz nie zapomniał o jednej rzeczy - ślepej nienawiści do wszelakich organów państwowych. Czy w tym wypadku, więziennych.
Więzień, rzucił się niczym tygrys, na Numer Cztery, przewracając się razem z nim.
To już nie była sprawa Jokera. Ten podszedł tylko po swoją pałkę, którą przy ścianie zostawił, a następnie ruszył w stronę zbrojowni.
Los tak chciał... a raczej inżynier, aby obok celu podróży Jacka, był pokoju.
Musicie wiedzieć - nie był to byle jaki pokój. Był miejscem pracy jego... byłej ukochanej - Harley. Joker może przez ciekawość, może przez intuicję, zajrzał przez okno do niego.
Dokładnie w tym samym czasie, co Quinn zabijała jakąś dziewczynę.
Prawdę mówiąc - Jack miał to w dupie. To już nie była jego sprawa.
Drzwi do zbrojowni, dziwnym trafem, otwarte były, lecz komik nie miał co narzekać. Wziął swój asortyment, ubrał swój idealnie wykrojony garnitur - i dopiero wtedy wyszedł z pomieszczenia, ruszając w stronę głównego korytarza. Wszakże - to on był najważniejszy. Musiał więc wyjść głównymi drzwiami, a nie jak szczur, bocznymi. Po drodze odrzucił pałkę, trafiając jakiemuś więźniowi w głowę.
Och, co za pech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harley Quinn

avatar

Wiek : 26
Ekwipunek : fszystko co sobie wymarzy!!!1!!11

PisanieTemat: Re: Powrót z wakacji!   Pią Lip 17, 2015 8:49 pm

Jak tylko wyszła z pokoju, szczęśliwa popijając sobie ze smakiem kawę, blondynka musiała się uchylić, bo jakiś idiota właśnie prawie walnął ją w głowę, ale dzięki jej szybkiemu unikowi, pałka zahaczyła jedynie o jej włosy. Otworzyła szerzej oczy patrząc z nienawiścią na oddalającego się właściciela zielonych włosów, na których widok serce zabiło jej szybciej, aczkolwiek nie wiedziała czy to dlatego, że ucieszyła się na fakt, że jej eks ukochany jest wolny, czy może dlatego, że ów pajac tak bardzo ją wkurzył.  
Po niefortunnym dla niej wydarzeniu, kiedy to Joker wypchnął Harleen przez okno, gdy ta chciała mu pomóc zabić Gacka, ale zamiast wdzięczności otrzymała jedynie wiele obrażeń i bilet powrotny do Arkham, kobieta uświadomiła sobie, że ich "związek" był jedną wielką porażką... dla niej.
Jak on śmiał?! Co to w ogóle było? Była pewna, że on widział jak wychodzi z pomieszczenia, a i tak miał czelność rzucić w nią tym cholernym kijem!
W mgnieniu oka podniosła pałkę i przyjrzała jej się uważnie. W zbrojowni pewnie nic nie zostało, a pałka jak pałka, w sumie może jej się przydać, bo ulice Gotham na pewno są teraz całe zapełnione policją, lub przestępcami, którzy mogą ośmielić się ją zaatakować, bo niby co taka dziewczyna może im zrobić? Oh jak oni bardzo się mylili. Nie bez powodu, Quinn przebywała na oddziale z zaostrzonym rygorem.
Nie dużo myśląc, Blondynka zacisnęła ze złości zęby i ruszyła w kierunku głównego wejścia do zakładu, tak jak zamierzała od początku, a przy okazji domyślała się, że tam zmierza Joker. Po drodze wyładowywała swoją złość krzycząc na każdego i wymachując pałką na na wszystkie strony uderzając to złoczyńców, to pracowników. Miała w tej chwili głęboko w poważaniu czy ktoś ucierpi, bo przejmowała się jedynie tym, by w końcu ból tej jednej osobie, którą był Klaun i to nie tylko za uderzenie je badylem, ale też za to jak traktował ją wcześniej...
Bez problemu przeskakiwała nad każdym trupem leżącym na podłodze, lub po prostu kopała zwłoki robiąc sobie dróżkę. Oni i tak nie żyją, więc co z tego jeśli Quinzel coś im złamie lub narobi dodatkowego siniaka?
Nie zwracała kompletnie uwagi na atakujących ją strażników, jedno zamachnięcie się pałką, uderzenie z pięści lub mocne kopnięcie bez problemu ich załatwiało.
Nie ukrywajmy, Harley jest bardzo silna, a to wszystko dzięki jej przyjaciółce - Ivy, która swoją drogą pewnie też już zwiała.
Uśmiech na ustach Blondynki coraz bardziej się powiększał, kiedy znajdowała się coraz bliżej wyjścia. Tak dawno już nie widziała Gotham.
- Mistah J... gdzie jesteś? To Twoja Harleeeey!
Zachichotała, zauważając jak mężczyzna, którego szukała znika za rogiem. Przekroczyła, a raczej zrobiła gwiazdę (bo tak, bo mogła) by znaleźć się za kolejnymi drzwiami, a tym samym bliżej celu.
Quinn przygryzła dolną wargę, by nie wydać z siebie pisku ekscytacji i bezgłośnie pobiegła od tyłu do zielono włosego, po czym zamachnęła się, by przyłożyć mu trzymaną przez nią pałką w głowę.
- A MASZ!
A na dokładkę, Blondynka pod wpływem impulsu zdecydowała się spróbować polać go także trzymaną w drugiej dłoni kawą, niech ma za swoje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Joker

avatar

Wiek : Gdyż iż, możliwe, że... a po twarzy nie widać?!
Ekwipunek : Znowu zaczynasz?!

PisanieTemat: Re: Powrót z wakacji!   Pią Lip 17, 2015 10:42 pm

Życie i śmierć w mieście Gotham. Wolność i niewolnictwo. Być albo nie być.
Chaos. Strach. Głód zabójstwa. To było piękne, to było cudowne...
To... to był istny raj dla Jokera. Kiedy w strażnikach, mających stać na straży prawa puszczały hamulce i... stawali się jak inni, typowi zabójcy. Marne podróbki Czerwonego Kapturka - wszakże, on miał ów bestię na wezwanie. Na pstryknięcie palcem.
Bo w każdym człowieku, czai się potwór. I czeka. Czeka, schowany pod kurzem, przypięty łańcuchem, ale czeka. Czeka na to coś.
Ucieczka więźniów z Arkham była takim momentem. Momentem, kiedy wszystkie łańcuchy puściły, ludzie, wcześniej dla siebie braćmi - rzucili się na siebie; kopiąc, gryząc... zabijając.
Bo potwór w głębi człowieka też jeść musiał - a teraz był szwedzki bufet.
Można najeść się do syta.
I tak właśnie, ciemna masa, rzuciła się do żarcia, stając się jednym organizmem, mającym jedną żądze. Żądze krwi.
Jednak wśród tego tłumu, dało się odróżnić perełki, wprost gołe, będąc w takim towarzystwie.
Taką perełką... a raczej, perłą - był Joker. To on miał na swoje usługi bestię. To on spuszczał, a raczej, szedł razem z nią - w bój. Dlatego potwór się nigdy nie buntował, nie był zakurzony, nawet można rzec - nie miał łańcucha. To było wielkim plusem dla komika. Miał przeogromne atuty dzięki temu, przewagę, i tak już niemożliwą do przekroczenia nad innymi.
Po prostu, nawet startując później - pierwszy przekroczyłby linię mety.
Bo był sobą. Pogodził się ze swoim jestestwem, a nie, tak jak inni - walczył z nim, lub, co jeszcze gorsze, udawał innego człowieka.
Porozwalane szczątki ludzi, nie zwróciły na Jokerze najmniejszej uwagi. Zwrócił natomiast fakt, że pewien szczur, podstępnie uczepił się ogona przestępcy.
Czerwony Kapturek, doprawdy nie wiedział, co ona chce tym zyskać. Przewyższał ją we wszystkim ( tak jak każdego), znał sposób by ją zabić na sto sposobów, oczywiście, wliczając tylko te gołymi rękami.
A ona ciągle drążyła temat. Rozdział życia, który był dla Jokera zamknięty. A na dodatek - przynosiła mu wstyd. Najpierw, nieudolnie wyładowała swoją złość na bezbronnych szaleńcach i strażnikach (Joker zrobiły to z gracją i finezją), a później próbowała go podejść i.. i... i
Uderzyć. JEGO.
To byłby szczyt wszystkiego. I jeszcze... JEGO pałką. No to po prostu...
No nic. Trudno. Dziecku trzeba wybaczyć, przecież on też kiedyś taki był... Prawdę mówiąc, była bardzo seksowna złoszcząc się. Aż miał ochotę jej wybaczyć, a może coś więcej?
Więc nie złamał jej ręki, którą Quinn podniosła na niego - mógł to zrobić.
Bo Harley znowu popełniła karygodny błąd - chciała go uderzyć, mówiąc coś. To było wprost nie do pomyślenia, przecież to taki... szczegół.
Mózg człowieka, kiedy ten mówi, nie jest w pełni skupiony na ataku, więc działa z pewnym opóźnieniem - bardzo małym, lecz dla Jokera wystarczył.
Kiedy pałka była praktycznie kilka centymetrów od głowy Jacka, ten obrócił się robiąc przewrót pod ręką Quinn, tym samym unikając ciosu i znajdując się po jej lewej stronie.
Którą miała odsłoniętą. Bezbronną. Była taka słodka...
Joker spróbował walnąć ją delikatnie w łokieć, powodując rozkurcz mięśni i automatyczne wypuszczenie pałki z jej dłoni. Następnie... chciał jej przyłożyć nóż do gardła... lecz takiego nie posiadał. Widocznie ktoś mu go... UKRADŁ. MU.
To było nie do wyobrażenia. Ukraść noże Jokerowi.
No cóż, musiał się obejść bez nich.
Kawa, zapewne wymierzona w Czerwonego Kapturka, rozlała się na posadce, a Jack stał z uśmiechem na ustach obok Harley.
Nie trwało to dłużej niż trzy sekundy...
Nawet dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harley Quinn

avatar

Wiek : 26
Ekwipunek : fszystko co sobie wymarzy!!!1!!11

PisanieTemat: Re: Powrót z wakacji!   Wto Lip 21, 2015 9:29 pm

Zdziwiona i po czesci zaskoczona, ze jej jakże genialny plan - swoją drogą, wymyślony w kilka sekund - spalił na panewce, a do tego Joker prawie pozbawił ją jej jedynej broni, lecz kobieta w porę przesunęła rękę i uniemożliwiła mu uderzenie jej w nią.
No jak on tak mógł! To, ze on jest na tyle głupi, by nie mieć ze sobą żadnej broni, nie oznacza, ze Harleen da się pozbawić swojej. Może to i nie jest fair dla Jack'a, ale cóż... Czy ktos kiedykolwiek mówił o graniu fair?
- No, no, no... Kogo ja tu widzę.
Na jej twarzy pojawił się dosyc cyniczny uśmieszek, kiedy naumyślnie pozwoliła Jokerowi w pewnym stopniu się unieruchomić. Niech ma Błazen satysfakcję... A co jej tam, i tak w każdej chwili bez problemu mogłaby wydostać się z jego objęcia. Ale teraz chciała się choć odrobinę zabawić, tak tyci tyci.
W końcu, mimo, że przez ostatnie lata, to Harley była tą, która zawsze wracała, to właśnie Joker witał ją z otwartymi ramionami. A to w sumie sugeruje, ze nie mógł on wytrzymać bez niej az tyle czasu. Dzieki niej, mimo to, ze czasem zapewne go irytowała, miał kogoś, do kogo mógł sie odezwać. A patrząc na to jaka Quinn była w niego zapatrzona, Klaun był obdarowywany ciągłymi komplementami, przytakiwaniem i popieraniem jego hm.. Trzeba to przyznać, dosyć oryginalnych pomysłów, na zabicie Gacka, A Quinzel zajmowała sie tylko ciągłym uwielbieniem jego osoby i uszczesliwianiem go.
Bo przecież kto inny uszczęśliwiłby samego Jokera, jak nie jego jedyna Harley Quinn!
Poprawka - jego b y ł a jedyna Harley Quinn.
- Ładnie to tak uciekać z Arkham, panie J?
W nadmiernie przesłodzonym teraz głosie Quinzel, łatwo było usłyszeć nutkę sarkazmu i ironii, kiedy to używała tego "pieszotliwego" przydomka, który mu kiedyś wymyśliła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Powrót z wakacji!   

Powrót do góry Go down
 
Powrót z wakacji!
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Injustice :: 
Strefa Gracza
 :: Wspomnienia :: Retrospekcje
-
Skocz do: