~
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Robinson Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Oliver Queen

avatar


PisanieTemat: Robinson Park   Sro Lip 01, 2015 9:50 pm


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zatanna

avatar

Wiek : No młoda panna z niej jest.
Ekwipunek : Wszystko i nic.

PisanieTemat: Re: Robinson Park   Pią Lip 03, 2015 9:20 pm

Cichy jęk wydarł się spomiędzy ust jednego z zatrzymanych mężczyzn, kiedy stopa Czarodziejki wylądowała w okolicach jego klatki piersiowej. Panna Zatara nigdy nie przejawiała niepokojących zachowań, tak samo jak nigdy nie była zbyt brutalna – w tym wypadku nie mogła jednak postąpić inaczej – gość widocznie nie znał takiego słowa jak kultura, a przekleństwa kierowane w stronę kobiety tylko to potwierdzały.
- Następnym razem radzę opracować znacznie lepszy plan. – Poradziła dobrotliwie mężczyźnie, który jeszcze przez kilka chwil szarpał się jednocześnie starając się pozbyć liny, którą bohaterka oplotła jego nadgarstki. Drugi, oparty o rozłożyste drzewo miał szczęście, że zemdlał zaraz po tym jak dowiedział się, że ktoś przyłapał ich na gorącym uczynku. Zatanna nie znała ich tożsamości, nie wiedziała kim byli i czym zajmowali się na co dzień. Wiedziała jednak, że w momencie szerzenia zła - nawet w postaci zwykłego rabunku, którym swoją drogą powinna zająć się policja – nadchodzi etap, w którym zjawia się ktoś, którego celem są właśnie takie mendy społeczne. Walka, o ile można było ją tak nazwać nie trwała zbyt długo – a ich ofiara oddaliła się czym prędzej ze swoim dobytkiem, nawet nie dziękując brunetce, która może i nie narażała swojego życia, ale zrobiła coś, co powinno zostać chociaż zauważone. Dlatego w milczeniu odprowadziła starszą kobietę wzrokiem, do momentu aż ta nie zniknęła w ciemnej alejce.
Było już sporo po północy kiedy Zatara nakryła ich na nocnym baraszkowaniu w nie tej części miasta, w którą powinni się zapuszczać. A traf [albo pech] chciał, że ta zaalarmowana krzykiem staruszki zjawiła się akurat tutaj. Idealne wyczucie można by rzec.
Gorzej już było ze scenerią. Opuszczona, czy może mniej uczęszczana alejka straszyła pustkami, rozwalonymi ławkami i rozbudowaną siecią drzew i krzewów, które w chwili obecnej rzucające cienie na oświetlone przez latarnie wydeptane chodniki sprawiały wrażenie, jakby zło czaiło się za ich pniami. Nawet magiczka czuła pewien niepokój, który nie chciał jej opuścić nawet teraz, kiedy dwóch bandziorów klasy B siedziało u jej stóp. Wiosenny wiatr tylko przeczesywał czarne jak skrzydła kruka pukle i muskał odsłoniętą gdzieniegdzie skórę młodej kobiety odzianej w swój sceniczny kostium.
Jeżeli ona odczuwała pewien dyskomfort, to jak musieli czuć się jej współtowarzysze niedoli? No, przynajmniej jeden z nich, który nie zemdlał na jej widok. Karmazynowe usta rozciągnęły się w uśmiechu – całkiem przyjemnym – kiedy ZeeZee nachylała się nad związanym jegomościem z bijącą ciekawością. Czy złapała kogoś istotnego? Czy może zwykłą fajtłapę, który nie potrafi obronić się przed istotą przeciwnej płci? Wyraz jego twarzy mówił sam za siebie.
Zatanna jednak nie wiedziała, że o wiele większe zło czai się tuż za jej plecami.

_________________




It's still magic even if you know how it's done.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Adam

avatar

Wiek : 3250 lat
Ekwipunek : Oprócz stroju - brak.

PisanieTemat: Re: Robinson Park   Pon Lip 06, 2015 1:13 pm

Adam podążał magicznym tropem Zatanny od dłuższego czasu. Na szczęście czarodziejka emanowała na tyle mocno swoim talentem że ślad zawsze był wyraźny.
Mogło to dziwić ale Black Marvel potrzebował pomocy od magiczki. Jej zdolności były znane w kręgu nadludzi więc nietrudno było Teth-Adamowi wybrać najlepiej nadającą się do zadania osobę.
Kahndaq, królestwo Adama nawiedziła jakaś magiczna klątwa. Narazie nie była poważna ani szeroko zakrojona jednak Zehuti w swojej mądrości przestrzegła Adama że to tylko chwilowy stan, że czar będzie się rozrastał i rósł w siłę.
Adam wprawdzie posiadał magiczne zdolności jednak potrafił je tylko kanalizować i ewentualnie śledzić. Nie posiadał wyższej wiedzy mistycznej jaką dysponowała Zatara, która byłą niezbędna by klątwę odczynić. Dlatego Adam był w Gotham.
Kiedy Black Marvel w końcu znalazł czarodziejkę, zastał ją nad nieruchomymi ciałami mężczyzn który sądząc po wyglądzie nie należeli do najinteligentniejszych. Pewnie jakieś zbiry. Marny pył dla Adama.
Mighty Adam bezszelestnie opadł z nieba za plecy Zatary w odległości 5 metrów i zatrzymał się kilka centymetrów nad ziemią, krzyżując ramiona na piersi.
- Zatanna Zatara. Potrzebuję Twoich zdolności. - powiedział zimnym i nieznoszącym sprzeciwu głosem. Nie zwykł prosić o pomoc. Zatanna pójdzie z nim czy to jej się podoba czy nie. To od niej zależało w jakim stanie znajdzie się w Kahndaq.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zatanna

avatar

Wiek : No młoda panna z niej jest.
Ekwipunek : Wszystko i nic.

PisanieTemat: Re: Robinson Park   Wto Lip 07, 2015 12:53 am

Wyraz twarzy pojmanego jegomościa mówił jasno, że ten nie jest zadowolony z obrotu sprawy. Bezczelna kobieta w kusym kostiumie akurat dzisiaj i akurat o tej porze musiała wybrać się na przysłowiowy spacer, by chwilę potem unieszkodliwić typów z pod ciemnej gwiazdy, którzy nie są godni by czyścić Jokerowi buty. W gruncie rzeczy dlatego obchodziła się z nimi nad wyraz delikatnie, nie chcąc zbytnio ich uszkodzić – zdawała sobie sprawę, że ma do czynienia ze zwykłymi ludźmi, którzy może pod wpływem negatywnych wydarzeń, urazu zmienili swoje nastawienie do całego świata i ludzi obwiniając ich za wszelakie zło. Starała się ich nie oceniać – chociaż solidne poczucie sprawiedliwości nakazywało jej co innego.
Nie chciała prawić mu kazań, bo chociaż mogłaby to wiedziałaby, że nie wiele to by zmieniło. Mogłaby mu truć, grozić, faktycznie poprzestawiać twarz, ale czy to coś by dało? Najpewniej zaraz po uwolnieniu znowu wróciłby do swojego hobby, które choć niereformowalne to sprawiało mu niejaką przyjemność, której Zatanna nie potrafiła pojąć. Nie chciała się jednak nad tym roztrząsać – musiała bowiem dwójkę gagatków dostarczyć komuś, kto zajmie się nimi w odpowiedni sposób i wyciągnie z ich zachowania konsekwencje. Najpewniej zrobiłaby to od razu, gdyby nie zimny dreszcz przebiegający wzdłuż jej kręgosłupa nie zwiastujący niczego dobrego.
Minęła chwila zanim kobieta uświadomiła sobie co się właściwie dzieje. Najpierw, zanim do czegokolwiek doszło podniosła błękitne tęczówki na facjatę swojego zakładnika – tego, który jeszcze nie zdążył zemdleć. Słyszała jak szybko oddycha, widziała jak jego klatka piersiowa unosi się i opada spazmatycznie, a źrenice rozszerzają się w przypływie strachu. Siłą woli czy chociaż samym spojrzeniem chciała przekazać mu, że nieważne co by się działo ma zachować spokój. Powoli, wystudiowanym ruchem wyprostowała się podczas gdy do jej uszu dochodził wyjątkowo nieprzyjemny baryton. Czarodziejka potrzebowała kilku sekund, by dopasować głos do odpowiedniej osoby – nie każdy z jej przeciwników posługiwał się mieszanką chłodu i stonowania – każde słowo wypowiedziane przez Adama przechodziło ją na wskroś co zauważyła z zaskoczeniem.
Wykonawszy swobodny obrót obdarzyła mężczyznę powłóczystym spojrzeniem dając sobie moment na przyswojenie informacji, które ten jej przekazał w trybie ekspresowym. Rzadko miała do czynienia z kimś takim jak on – będąc silnie związaną z Ligą Sprawiedliwych jej drogę przecinało mnóstwo złoczyńców chcących wyrządzić większą czy mniejszą krzywdę innym. Black Adam na swój sposób był wyjątkowy i nie bratał się z kimkolwiek – jeżeli fatygował się do kogoś osobiście to mógł mieć ważny powód. Ale czy to znaczyło, że musiał odzywać się do niej w taki sposób? Czy to dlatego, że była kobietą? Widząc jego postawę zmarszczyła co prawda brwi, ale mimo wszystko uśmiechnęła się. Do siebie. Podniosła dłoń do swojego cylindra i uniosła go delikatnie chcąc okazać szacunek swojemu rozmówcy.
- Również cieszę się, że Cię widzę. – Odparła wpierw z lekkim przekąsem nie przejmując się zbytnio tym, że nie rozmawia z byle kim, a z samym przeciwnikiem ciut dziecinnego Shazama. Zerknęła jeszcze raz przez ramię sprawdzając czy drobny rzezimieszek się uspokoił. Przymknięte powieki i rozwarte usta dały jej znak, że złodziej zrozumiał powagę sytuacji.
By nie wypaść z roli kobieta wygładziła dłonią klapę fraka i przeszła kilka kroków do przodu nie spuszczając jasnych tęczówek z towarzysza nie wiedząc zbytnio dlaczego ten zwrócił się akurat do niej po pomoc. Bohaterów w Gotham było bez liku, pięknych kobiet tym bardziej, magików… Miała ochotę parsknąć, jednak w ostateczności powstrzymała się, tuszując małą klęskę stonowanym grymasem. Stukot obcasów obijających się o chodnik przerywało ciszę jaka między nimi zapadła do momentu gdy czarnulka ponownie się nie odezwała.
- Och, dziękuję. Rozumiem, że doceniasz mój talent, Adamie. To naprawdę miłe z Twojej strony, ale to co powiedziałeś niezbyt daje mi możliwość ocenienia Twojej propozycji, którą niewątpliwie za chwilę mi złożysz. – Powiedziała łagodnie kierując swoje słowa do mężczyzny w ostateczności przystając nieopodal niego z rękoma opartymi o biodra. Spoglądała na niego odważnie, mając nadzieję, że ten w końcu wytłumaczy o co dokładnie chodzi. Jaka jest jego propozycja i dlaczego zgóry wie, że się jej nie spodoba.

_________________




It's still magic even if you know how it's done.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Adam

avatar

Wiek : 3250 lat
Ekwipunek : Oprócz stroju - brak.

PisanieTemat: Re: Robinson Park   Wto Lip 07, 2015 10:30 am

Bezczelni śmiertelnicy. Adama nieustannie dziwiła ich irytująca maniera postrzegania siebie jako kogoś istotniejszego niż byli w rzeczywistości i kompletny brak wiedzy na temat swojego miejsca. Mighty Adam zaszczycał ich właśnie swoją obecnością, swoją boską osobą a tymczasem magiczka sprawiała wrażenie jakby rozmawiała z nim jak... Black Adamowi wzięło się na lekkie wymioty gdy ta myśl przebiegła mu przez głowę... z równym? Obrzydzające.
Nawet jeden z bandziorów którego unieszkodliwiła Zatara miał wystarczająco dużo oleju w głowie by udawać martwego gdy go zobaczył. Najwyraźniej zdawał sobie sprawę co się stanie jeżeliby tego nie zrobił. I tak w mniemaniu Adama zrobił za mało, ale jak dla niego to mógłby się sam z siebie obrócić w pył a i tak byłaby to dla niego obraza.
Black Marvel powstrzymał kolejną konwulsję widząc w jaki frywolny sposób patrzy na niego Zatara. Och, jak wielkie miała szczęście że jej potrzebował. Chociaż nie do końca. Mógł zawsze wymierzyć jej karę za jej zachowanie tu i teraz, zostawić jej zwłoki w czterech częściach Gotham i poszukać innego czarodzieja. Nie była jedynym potężnym magiem jaki chodził po ziemi (lub innych wymiarach jak to magowie mają w zwyczaju). Zawsze mógł wytropić Doctora Fate, Circe, Eclipso czy Raven. Opcji miał dużo. Jedyną kwestią która go ograniczała był czas. Zmarnował go trochę szukając Zatary. Pierwszy wybór padł na nią bo była potężnym czarodziejem i stosunkowo łatwo było ją wytropić gdyż nie stroniła od codziennych spraw, bratała się z innymi herosami zamiast jak reszta zajmować się innymi sprawami, bardziej adekwatnymi do jej daru.
Jakkolwiek by nie gardził postacią Zatanny nie mógł sobie pozwolić na kolejne zmarnowanie czasu. Zehuti wyraźnie powiedziała że każda chwila wzmacnia czar który dręczy jego królestwo.
Słysząc ironiczne powitanie Zatanny, Adam prychnął z pogardą i lekko pokręcił z niedowierzaniem głową. Spotykał się z takim zachowaniem bardzo często i równie często dla osoby która okazywała mu brak szacunku był to ostatni dysrespekt okazany komukolwiek.
- Nie jesteśmy na Ty. - warknął z zaciśniętych zębów patrząc z byka na zbliżającą się do niego czarodziejkę. Pozostawał nieruchomy, wciąż lewitując tuż nad ziemią ze skrzyżowanymi ramionami na piersi co uwydatniało jego muskularność.
- Nie jest to propozycja, lecz informacja. - cóż za niedorzeczność. Był bogiem kroczącym między marnymi mrówkami, których całe kolonie mógł rozdeptać jednym machnięciem dłoni. I miał składać Zatannie P R O P O Z Y C J Ę?
Black Adam poczuł ukłucie zdenerwowania. Narazie panował nad sobą ale opuścił ramiona wzdłuż torsu a dłonie zacisnął w pięści.
- Idziesz ze mną. Czy Ci się to podoba czy nie. - powiedział lodowatym głosem. Po jego ciele zaczęły tu i ówdzie przebiegać maleńkie, złote błyskawice. Adam był bliski stracenia kontroli.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zatanna

avatar

Wiek : No młoda panna z niej jest.
Ekwipunek : Wszystko i nic.

PisanieTemat: Re: Robinson Park   Wto Lip 07, 2015 11:07 am

Wielokrotnie była świadkiem co najmniej nieetycznego zachowania mężczyzn wobec kobiet. Słowne groźby, próby gwałtu czy chociażby nędzne i seksistowskie żarty nie zawsze i niekoniecznie zabawne.
Kobiety zawsze były traktowane gorzej, jakby z przymrużeniem oka. Niewielu zdawało sobie sprawę jak potężnymi istotami były właśnie przedstawicielki płci pięknej, które może i nie dorównywały facetom we wszystkich dziedzinach życia, ale nie mogły być uznawane za gorsze.
Zatanna nie była feministką, nie była również ślepa i wiedziała, że bez mężczyzn świat ten najprawdopodobniej uległby samozniszczeniu. W końcu kobiety, chociaż brylowały w odpowiednich dziedzinach życia nie były aż tak dobrymi politykami, jak co poniektórzy mogliby się spodziewać. I po krótce, po długich dyskusjach [w końcu kto jak nie dziewczyny kochają rozmawiać o swoich problemach?] jedyne co udałoby się ustalić to to, że szary jest nową czernią sezonu.
Czarodziejka tolerowała mężczyzn, lubiła obracać się w ich towarzystwie, ceniła ich zdolności, siłę i charyzmę. Nie lubiła jednak chamstwa, obłudy i wywyższania się czego niemal idealny przykład – jak nie postępować z panną Zatarą dawał właśnie Black Adam.
Może było to i głupie, że nie okazywała szczerego szacunku do takiej osoby jak on – lekkie skinienie i jak najbardziej sympatyczny uśmiech nie załagodził sprawy, a rozdrażnił jej przyszłego przeciwnika, co praktycznie jej nie obeszło. Oczywiście mogłoby się wydawać inaczej – zatroskanie aż biło z jej postawy, a błękitne migdały jej oczu błyskały tajemniczo. Jedyne czego mogła oczekiwać – ba – co jej się należało to nie ignorowanie jej – jej jako istoty, czy jej jako kobiety. Wiadomo, że dla niego była tylko nic niewartym elementem krajobrazu, który całkiem nieźle wyglądał, ale który nie wnosił absolutnie nic do jego żywota. Rozumiała to, bowiem wiele słyszała o postawie Adama, o jego postępowaniu i o tym, że jeżeli zwracał się do kogoś to człowiek i tak nie miał wyboru. Narzucenie woli, narzucenie jego zdania nie było czymś co podobało się Zatannie i jak można się było spodziewać ta dalej będzie grała w swoim przedstawieniu, dosyć niewinnie, zupełnie jakby rozmawiała z dzieckiem, nie z kimś znacznie silniejszym od niej.
- To prawda, jakoś do tej pory nie zaprosiłeś mnie na wypicie bruderschaft’a. – Jej głos ponownie przeciął powietrze, a irytujący – bo strasznie słodki uśmiech ponownie ozdobił lico Homo Magi, która wiedziała do czego doprowadzi ich ta dyskusja. Kwestia czasu, kiedy jedno z nich rzuci się do gardła drugiego, co o dziwo nie było w planach na dzisiejszy wieczór czarodziejki. Ratowanie królestwa również nie wchodziło w zakres jej czynności, które powinna wykonać. Tak więc cóż.
- Dalej jednak nie wiem czego ode mnie oczekujesz. – Powiedziała tym razem zwracając się do niego nie tylko bezpośrednio, a także idealnie wyważonym tonem. Powaga jaka na nią spłynęła sprawiła, że jej rysy twarzy znacznie się wyostrzyły, a ręce zaczęły drżeć wyczuwając również zmianę u swojego rozmówcy. Przesunęła wzrokiem po jego facjacie, badając jego mimikę i zastanawiając się zapewne za ile minut mężczyzna wybuchnie. ZeeZee znana była ze scenicznych ruchów czy zachowań, które jeszcze chwilę temu prezentowała – a wszystko dlatego, że Adam nie potrafił dostosować się do swojej towarzyszki, która przecież pomogłaby przyjacielowi w potrzebie, gdyby ten tylko pofatygował się o odrobinę zrozumienia.
- Niestety, mam chyba inne plany na wieczór. – Kobieta skrzyżowała spojrzenie z Bogiem nie ruszając się ani o milimetr. Dalej jej postawa sprawiała wrażenie wyluzowanej i chociaż głos w pewnym momencie się załamał ta nie miała zamiaru uciekać, a zwyczajnie się z nim podroczyć. Bo przecież odrobina humoru powinna tylko pomóc w ich wzajemnej relacji, prawda?

_________________




It's still magic even if you know how it's done.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Adam

avatar

Wiek : 3250 lat
Ekwipunek : Oprócz stroju - brak.

PisanieTemat: Re: Robinson Park   Wto Lip 07, 2015 11:56 am

Nieprawda. Jeżeli było coś czego tak idealna istota jak Black Adam nie posiadał, było to właśnie poczucie humoru. Dlatego wszelkie próby droczenia, ironicznych żartów czy dowcipkowania z Tethem prowadziły do jednego - do konfrontacji.
Adam nie zwracał uwagi na płeć Zatary. Równie dobrze on sam mógł się urodzić jako płeć przeciwna a i tak byłby lepszy od wszystkich innych. Wciąż miałby taką samą moc jaką dysponował teraz i wciąż byłby bogiem (boginią) która była wszechmocna. I analogicznie - gdyby Zatara była mężczyzną, sytuacja w jakiej się znaleźli w żaden sposób by się nie wpłynęła na sposób bycia Tetha.
Zachowanie Black Marvela nie wynikało więc z seksistowskich zapędów Black Adama. Po prostu każdy kto nie był nim nie mógł się z nim równać. Lżej traktował tylko i wyłącznie ludzi mu oddanych i mieszkańców Kahndaq, jednak i oni byli jego poddanymi.
- Nie zwykłem pić z gorszymi od siebie. - odparował sucho na komentarz Zatary o ,,ceremonii" przejścia na Ty. Zatanna zgodnie ze swoją naturą, jeżeli chodziło o potyczki słowne to kąsała jadliwie, sarkastycznymi powiedzeniami i irytującą mimiką twarzy. Podobnie Adam, który będąc sobą miażdżył bezpośredniością. Wyglądało na to że czarodziejka nie do końca rozumiała postawę władcy Kahndaq dlatego postanowił jej to wyłożyć w całkiem... bezpardonowy sposób. Adam potrafił przyłożyć nie tylko pięścią.
- Oczekuję że okażesz mi szacunek i z pokorą wykonasz moje polecenie. Masz zdjąć klątwę która ciąży nad jedną z wiosek okalających Kahndaq. Żyją tam dobrzy ludzie, który nie mogę pomóc. Chcę żebyś zdjęła tą klątwę, zabezpieczyła moje królestwo przed podobnymi atakami magicznymi i dała mi imię człowieka który przyczynił się do niedoli moich poddanych. - powiedział po czym dodał po chwili. - Resztą zajmę się sam. - powiedział zimno, dając jasno do zrozumienia co czeka człowieka który podniósł rękę na ludzi pod jego protektoratem. I zasugerował też co się stanie z Zatanną jeżeli odmówi Adamowi, bo wtedy nie dość że ponownie zlekceważy Black Marvela to pośrednio przyczyni się do nieszczęścia Kahndaq-czyków. A to w systemie Adama było najgorszą zbrodnią.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zatanna

avatar

Wiek : No młoda panna z niej jest.
Ekwipunek : Wszystko i nic.

PisanieTemat: Re: Robinson Park   Wto Lip 07, 2015 6:19 pm

ZeeZee z kolei nie uważała się ani za kogoś lepszego ani za kogoś gorszego. Była dosyć przeciętną kobietą jakich jest wiele, chociaż z pewnością charyzmy i bezpretensjonalnego uroku osobistego dodawał jej fakt, że umie posługiwać się magią. Nie kategoryzowała ludzi, do każdego starała się odnosić tak samo - w przeciwieństwie do jej przeciwnika, który obawiała się musiał chyba sobie wynagrodzić jakieś…braki. Być może w wyposażeniu.
Nie dociekała dlaczego tak już ma, dlaczego nie potrafi się zachować w stosunku do kobiety – nie pytała. Postanowiła dalej udawać, że kompletnie nie wie o co chodzi, dalej się z nim droczyć i grać na zwłokę, co dawało jej pewnego rodzaju chorą satysfakcję. Zwłaszcza jak widziała reakcję Adama, który powoli tracił cierpliwość do niezwykle krnąbrnej osóbki jaką była.
W momencie gdy usłyszała jego komentarz odnośnie bycia z nim na Tyw pierwszej chwili miała ochotę złapać się za serce i powiedzieć coś naprawdę, ale to naprawdę irytującego, po czym najpewniej dostałaby w twarz. Zamiast tego spuściła głowę w dół, czując jak czarne loki łaskoczą przyjemnie jej owal twarzy podczas gdy jej usta wyginają się w uśmiechu, którego ten oczywiście [miała nadzieję] nie zdołał dostrzec. Mogło to wyglądać, że naprawdę zrobiło się jej przykro - ewidentny ból bił z jej postawy, a ona trwała w nim jeszcze kilka chwil. Nie wychodziła z roli, co przychodziło jej naturalnie, z finezją i bez wymuszenia. Podniosła ponownie łepetynę, by móc spojrzeć na mężczyznę, którego postawa mówiła jedno – idziesz ze mną, albo tego pożałujesz.
Zat wysłuchała w milczeniu słów władcy Kahndaq doskonale zdając sobie sprawę o co ten ją prosi. Miał problem, sam sobie nie mógł z nim poradzić, tak więc szukał pomocy gdzie tylko się dało. I akurat traf chciał, że padło właśnie na nią. Najwidoczniej inni obdarzeni wyjątkowym darem magicznym albo mieli już zapełniony grafik albo już nie żyli. Cudownie.
Dalej nie ruszała się ze swojego miejsca nie chcąc zbytnio wykonywać gwałtownych ruchów, które najpewniej zachęciłyby tylko Black Marvela do wykonania pierwszego i na pewno bolesnego ciosu. Spojrzenie panny Zatary przesuwało się powoli po sylwetce Boga w poszukiwaniu nie zgrabnych mięśni poruszających się pod wpływem emocji, a bardziej w poszukiwaniu słabych punktów ów jegomościa. Wiedziała, że konfrontacja nie jest do uniknięcia – bo propozycja, którą rzucił z wielką łaską Adam choć sensowna to nie składała się na listę dobrych uczynków wykonywanych przez czarodziejkę. I nie chodziło tutaj o samo zadanie, a o sposób, w który się do niej zwracał. Jedno było pewne – nie będzie płaszczyć się przed kimś, kogo wyższości nie uznaje. Teraz już otwarcie się uśmiechnęła, chociaż grymas ten nie doszedł do jej jasnych ślepi.
- Obawiam się, że muszę odmówić. – Powiedziała tylko to spokojnym i wyważonym głosem i aż to. Czuła pulsowanie krwi w obiegu, dreszcze przeszywające jej ciało i zapach walki.

_________________




It's still magic even if you know how it's done.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Adam

avatar

Wiek : 3250 lat
Ekwipunek : Oprócz stroju - brak.

PisanieTemat: Re: Robinson Park   Sro Lip 08, 2015 3:36 pm

Braki... Cóż za niedorzeczność. Black Adam był bogiem, czego mogło mu brakować? Był istotą wyższą, lepszą, wyróżniającą się spośród tłumu śmiertelników dzięki swojej boskiej naturze.
Widząc reakcję Zatary na jego słowa o oczywistej różnicy między nimi, nie wiedział czy była to oznaka skruchy czy kpiny, kolejnej ironicznej zagrywki. Po prawdzie nie miało to już większego znaczenia - Zatanna nie mogła już zmienić przyszłości jaka ją czekała. Gdyby od samego początku byłaby posłuszna, wykonałaby tylko polecenie Adama i mogłaby wrócić do swojego mizernego życia. Jednak tak się nie stało, ba Zatanna szydziła Black Marvelowi prosto w twarz. Zatara wykona jego polecenie a potem zginie.
Ze względu na to że los czarodziejki był już przesądzony, Black Adam nie denerwował się już bardziej. Owszem był zirytowany ale ten poziom już nie wzrastał. Nie dlatego że jego poziom już wyżej powędrować nie mógł a dlatego iż nie toczył się już w nim wewnętrzny konflikt. Decyzja została podjęta. Głównie wymuszona przez Zatannę.
Adam czekał z kamienną twarzą aż Zatara odmówi. Widział to w jej oczach, w jej postawie że się nie zgodzi. Że uraził jej dumę a to nie pozwala jej spełnić polecenie Adama. Najwyraźniej jej godność była znacznie ważniejsza do życia.
- Jesteś dumną i odważną osobą Zatanno. Nie uginasz kolana przed walką której nie możesz wygrać. - powiedział znienacka. Zabrzmiało to jak komplement, niewątpliwie Zatara mogła to tak odebrać zważywszy na to że słowa wypowiedziane przez Tetha zmiękczyły trochę jego ton. Jednak nie taka była intencja Mighty Adama.
- Jednak te cechy a głupotę oddziela bardzo cienka linia. Właśnie ją przekroczyłaś. - ton głosu Black Adama spowrotem wrócił do swojego lodowatego wyrazu. Marvel ułamek sekundy po tym jak wypowiedział ostatnie słowo wystrzelił w kierunku Zatary, by nie dać jej czasu na przygotowanie się na atak.
Normalnie, Adam włożyłby całą siłę w pierwszy cios jednak Zatanna miała o tyle przewagę nad nim że Marvel wciąż jej potrzebował i zamierzał ją wykorzystać do uratowania mieszkańców swojej ojczyzny, nawet wbrew jej woli. Nie mógł więc sobie pozwolić na zabicie Zatanny co mogłoby nastąpić gdyby Adam nie powstrzymał swojej pięści.
Dlatego zapowiadało się na długą walkę. Adam musiał znaleźć odpowiednią dawkę swojej mocy której musiał użyć by unieszkodliwić Zatarę. A by to osiągnąć musiał zacząć od ataku który nie powinien jej zabić a potem stopniowo zwiększać jego moc.
Dlatego Marvel jedynie zatrzymał zaciśniętą pięść tuż przed twarzą Zatary i... pstryknął ją w nos.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zatanna

avatar

Wiek : No młoda panna z niej jest.
Ekwipunek : Wszystko i nic.

PisanieTemat: Re: Robinson Park   Sro Lip 08, 2015 6:40 pm

Nie rozumiała dlaczego ludzie czy też jak lepiej brzmi – nadludzie kategoryzowali siebie nawzajem tym samym jednych wrzucając do odpowiedniego worka, jak i drugich. Nie podobało się jej to bo chociaż w pewnym stopniu była lepsza, czy też bardziej utalentowana od innych to nigdy tak nie uważała i nie wywyższała się jak co poniektórzy. Black Adam  poniekąd był narcyzem – uważał, że nie ma nikogo kto mógłby go przewyższyć – i wcale nie chodziło o wzrost. Nie dbał o innych, którzy byli mu niepotrzebni – prawdopodobnie nikt go nie interesował – tak na pierwszy rzut oka mógł powiedzieć każdy. Jednak gdy kobieta usłyszała wzmiankę o jego królestwie, o poddanych i zagrażającym im niebezpieczeństwie to jakaś część w niej pękła mogłoby się zdawać. W tym momencie Zat wiedziała, że Adasiowi zależało na ludziach, który w pewien sposób dla niego pracują, dla niego istnieją. Tak samo jak on, ona troszczyła się o swoich fanów i współpracowników, z którymi miała do czynienia. Z tym, że panna Zatara zawsze na pierwszym miejscu stawiała miłość, przyjaźń i pokój na świecie. Wiadomo.
Czarodziejka wiedziała również, że w chwili gdy wyrazi niezadowolenie, gdy jasno mu odmówi wówczas klamka zapadnie, a wszelkie formy łagodnego obchodzenia się z jej osobą miną. Klamka zapadnie, a ona prędzej czy później zmierzy się z nim prawie jak równy z równym – w jej mniemaniu.
Sporo wysiłku kosztowało kobietę by wprost powiedzieć rozmówcy, że z ich współpracy nic nie wyjdzie. Zresztą, wystarczył jeden rzut oka na jej postawę i niewyraźną minę. Mogłoby być inaczej gdyby nie bijąca pogarda i nie uwzględnienie Zatary jako kogoś z kim warto porozmawiać w sposób cywilizowany. Nawet gdy teraz komplementował jej postawę nie mógł odmówić sobie porównania jej do kogoś, kim nie warto sobie zaprzątać głowę. Meritum jego wypowiedzi bardzo szybko dotknęło ją do cna co skwitowała jedynie cierpkim uśmiechem.
- Jakże mi przykro. – Odparła zgrabnie niemal natychmiast wiedząc, że niczego prócz brutalności i opiewania wspaniałości Marvela nie ma na co liczyć.
Gdy brunetka zdążyła wypowiedzieć ostatnie słowo przed oczami mignęła jej postać mężczyzny, który najwidoczniej nie lubił czekać na wspólne baraszkowanie przed obliczem pozostałych Bogów. Nie dając jej chwili na wytchnienie wystrzelił w jej stronę jak z procy, co ta zaobserwowała z lekkim opóźnieniem. Czuła jak ciśnienie się jej podnosi, a umysł pracuje na wysokich obrotach.
- Nie radzę posuwać się dalej. – Mruknęła perfidnie, by dać mu do zrozumienia, by lepiej jej nie tykał – pogorszy tylko sytuację. Gdy Zatanna chciała potrafiła być nieznośna, potrafiła również postawić twardo na swoim. Adam nie zmusi jej do zrobienia czegoś, na co sama nie będzie miała ochoty. A siłą niczego nie załatwi.
Okazało się jednak inaczej - teoretycznie niewinna zaczepka była bardziej nieprzyjemna w skutkach niż się tego spodziewała - w chwili zetknięcia się skóry Marvela z jej własną czarodziejka poczuła wpierw zalewającą falę ciepła, a dopiero potem usłyszała ciche strzyknięcie właśnie w okolicy nosa. Metaliczny zapach doszedł do jej nozdrzy, a ona zatoczyła się do tyłu niemal tracąc równowagę. Niemal, bo lata spędzone na senie w końcu dały efekt.
Wściekłość zaczęła w niej buzować, a spomiędzy ust dochodziły niewyraźne dźwięki. Kobieta przetarła dłonią buzię częściowo rozmazując na niej krew i sapnęła, co niemal przypomniało parsknięcie. Wysunęła nogę do przodu rozumiejąc powoli powagę sytuacji. Jeżeli się nie obroni - zginie.
- Wolę nie wiedzieć w jaki sposób traktujesz kobiety w łóżku. - Skomentowała jeszcze najpewniej tym samym okazując mu brak szacunku. Była to celowa zagrywka, bowiem w tym samym czasie magiczka zwyczajnie gromadziła energię pochodzącą z atmosfery, która powoli tchnęła w nią siłę, której moc ją wypełniała. Uczucie spokoju, błogości i delikatne mrowienie w całym ciele dawało jej tylko znak, że ta bez przeszkód może wziąć sprawy w swoje ręce.
Jeszcze jedno krótkie spojrzenie rzucone w stronę mężczyzny i pojedynczy ruch nadgarstkiem, a wokół jej dłoni zamigotał blask ognia. Usta czarnulki poruszyły się, a ona sama wykonała zamach prawym ramieniem tym samym posyłając sporą falę gorącego płomienia w stronę oponenta.

_________________




It's still magic even if you know how it's done.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Adam

avatar

Wiek : 3250 lat
Ekwipunek : Oprócz stroju - brak.

PisanieTemat: Re: Robinson Park   Czw Lip 09, 2015 1:34 pm

Znacie ten stan kiedy ktoś opowie naprawdę śmieszny dowcip? Za pierwszym razem gdy go usłyszysz, śmiejesz się przez 10 minut, za drugim razem przez 3, za trzecim razem prychasz lekko. I tak dalej, i tak dalej. Czas mija a dowcip który na początku tak bardzo Cię śmieszył, zaczyna nudzić do takiego momentu kiedy równie dobrze mógłbyś się gapić przez godzinę w ścianę a Twoja reakcja byłaby taka sama.
Tak samo było z kolejną sarkastyczną odzywką Zatary. Na początku jej przytyki mierziły go strasznie, musiał się kontrolować by nie urwać czarodziejce głowy. A teraz gdy wygłaszała kolejną obelgę z rzędu, Adam nie mógł zareagować bardziej dynamicznie niż wywrócenie oczami.
- Niedługo Ci będzie. - odparł Teth zanim sprzedał magiczce pstryczka w nos. Normalny człowiek po takim ciosie wyleciałby w powietrze i wylądował kilkadziesiąt metrów dalej ze złamanym karkiem, dlatego Black Marvel z cichą ulgą skonstatował że co najwyżej złamał Zatannie nos. Uśmiechnął się pod nosem widząc że może sobie pozwolić na więcej.
Gdyby Black Adam usłyszał myśli Zatary, w których stwierdziła że nie zmusi jej do zrobienia czegoś, na co sama nie będzie miała ochoty, a siłą niczego nie załatwi niewątpliwie postawiłby sobie za punkt honoru by wywieść ją z tego błędnego założenia. Nie prosił ją o wiele a mogła stracić bardzo dużo im dłużej będzie się opierać. Napewno w końcu pęknie i dojdzie do wniosku że nie opłaca jej się stawać kaleką by nie zdjąć jednej klątwy.
Wiedział też że czego by jej nie zrobił, Zatanna nigdy nie uderzy w jego jedyny słaby punkt -  w Kahndaq. Herosi tacy jak ona nie wykorzystywali postronnych i niewinnych osób do osobistych wendet. Będzie musiała się więc skupić na Adamie a tego on sam się zbytnio nie obawiał.
Widząc jak czarodziejka próbuje trzymać fason, zaśmiał się krzyżując ramiona na piersi. Stanęła w rozkroku i próbując zmazać krew która wypłynęła z rozbitego nosa, rozsmarowała jej na pół twarzy. Wyglądała w tym momencie jak małe dziecko które dostało lanie od rodzica i próbowało mu się postawić. Mimo tego że nie miało to żadnego sensu.
Kolejnej zaczepki Zatanny nie skomentował już w ogóle, pokręcił jedynie z zrezygnowaniem głową. Nie spodziewał się że wtedy czarodziejka sypnie w niego falą ognia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Young
Mistrz Gry
avatar

Wiek : 21

PisanieTemat: Re: Robinson Park   Pią Lip 10, 2015 5:21 pm

Black Adam nie spodziewał się tego, co miało właśnie nadejść. Nie był więc w stanie w jakikolwiek sposób zareagować, a co dopiero obronić się. Dlatego właśnie fala ognia wypuszczona przez Zatannę trafiła dokładnie tam gdzie miała trafić - prosto w niego. Atak czarodziejki był silny, i choć jej przeciwnik nie należał do słabych, skończyło się to dla niego licznymi poparzeniami, które z pewnością dawały się odczuć, nawet przez kogoś takiego jak Adam.

Proszę Black Adama o wypełnienie Informatora: dopóki tego nie zrobi nie będę w stanie odpisać na kolejny post.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zatanna

avatar

Wiek : No młoda panna z niej jest.
Ekwipunek : Wszystko i nic.

PisanieTemat: Re: Robinson Park   Czw Lip 30, 2015 11:20 am

Postronny obserwator mógłby zaśmiać się bezczelnie na widok jaki ta dwójka prezentowała. Niepozorna kobietka o twarzy laleczki z lat czterdziestych i barczysty mężczyzna przewyższający niemal wszystkich zwykłych obywateli Gotham o głowę. Wynik ich starcia jest praktycznie jasny dla wszystkich, kto choć trochę ma pojęcie o jakiejkolwiek walce. Ale czy aby na pewno? Nie można nie doceniać przeciwnika, kiedy nie zna się jego faktycznych możliwości. I chociaż Black Adam prezentował wysoki poziom niemal we wszystkich dziedzinach życia to Zatanna także sobie dobrze radziła.
Umiała wykorzystać odpowiedni moment, do tego by zaatakować wielkoluda niepozornym atakiem, ot zwykłym ruchem dłoni, który dał jej nie tyle co przewagę – chwilową, ale zawsze – a dodatkowy czas na przemyślanie jego propozycji nie do odrzucenia.
Gdyby nie to, że zachował się wobec niej brutalnie – w końcu była kobietą, która do tej pory czuje posmak krwi w ustach – to może dałaby mu szansę na poprawę, na zawarcie sojuszu. Ale teraz? Jedyne co mogła zrobić to się bronić. Bronić przed jego gniewem, który lada chwila ją dosięgnie. Tym jednak się nie martwiła póki co, bowiem korzystając z chwilowego zamroczenia mężczyzny czarodziejka wybiła się na przód zmniejszając prędko dystans powstały między nimi. Serce biło jej jak oszalałe, a błękitne tęczówki przebijały na wylot Adama, kiedy panna Zatara skupiwszy energię w swojej prawej dłoni najpierw odbiła się od podłoża jeszcze jako – tako markując cios, by za moment spróbować z całej siły przywalić w dostojną twarz przeciwnika. Zamach wykonała zgrabnie, zupełnie jakby robiła to codziennie na scenie.
W razie sparowania ataku najpewniej chciałaby odskoczyć poza zasięg rozedrganych łapsk Adasia, któremu najpewniej nie spodobało się to co właśnie uczyniła czarnulka.

_________________




It's still magic even if you know how it's done.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Robinson Park   

Powrót do góry Go down
 
Robinson Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Injustice :: 
Stany Zjednoczone
 :: 
Gotham City
-
Skocz do: